Mecz Liverpoolu z Barceloną (4:0) w półfinale Ligi Mistrzów nie schodzi z czołówek światowych mediów. Tytuły mocno się różnią w zależności od kraju - w Anglii słychać o "cudzie na Anfield" i "historii nie z tej ziemi", a w Hiszpanii o "poniżającej porażce" i "historycznej klęsce". Lionel Messi PAP/EPA/PETER POWELL
Dom Falklandów, Szkocja: Piękny obiekt Falkland House jest wspaniałym miejscem do nauki, a dynamiczne centrum Liverpoolu znajduje się zaledwie kilka minut drogi stąd. Uniwersytety znajdują się zaledwie 15 minut spacerem od hotelu, aw strefie rozrywkowej można odpocząć i zrelaksować się. Ceny zaczynają się od 104 funtów tygodniowo.
Obecny stadion Liverpoolu - Anfield - początkowo był używany jako stadion drugiego klubu z Liverpoolu - Evertonu, założonego w 1878 roku. The Tofeesgrali na nim od 1884 roku, wynajmując go od właścicieli ziemi na której się znajdował.
02.12.2020 Liverpool: Wznawiają prace nad trybuną Anfield Road. Klub z czerwonej części Liverpoolu ogłosił gotowość do wznowienia procedury związanej z budową nowej trybuny Anfield Road. Po opóźnieniu prac spowodowanym wybuchem pandemii koronawirusa, modernizacja o wartości 60 mln £ wraca na dobre tory.
I tak przyjęła się nowa nazwa stadionu. Magazyn „France Football” umieścił San Mamés jako jedno z 30 najbardziej tętniących życiem boisk na świecie i, jak napisano na stronie Athletic Club, jest to „miejsce, w którym poświęcenie, kult, charakter i pasja łączą się w niezrównany sposób w osobie świętego o imieniu Mamas”.
W trakcie meczu na trybunach pojawił się transparent wymierzony przeciwko władzom miejskim. Podsycił on konflikt między magistratem a klubem o stadion, który, jak się okazało, trwa już od dłuższego czasu. 29.07.2022 Łódź: Widzew z nową murawą przy Piłsudskiego! W ostatnich miesiącach wiele dzieje się wokół łódzkiego Widzewa.
Historia jak z bajki, stadion jak z "Hooligans". "Ulubiony klub Polaków" wszedł do Premier League. Historia jak z bajki, stadion jak z "Hooligans". fot. Darren Woolley/Pressofcus.pl. 31 lat oczekiwania. Nie jest to wydłużona historia Penelopy i Odyseusza, ale czas, który upłynął do momentu, w którym Luton Town znowu stanęło przed
Stadion Liverpoolu będzie powiększony o 7 tysięcy miejsc Chcemy przyciągnąć na trybuny jak największą liczbę fanów. Stadion mogący pomieścić 54 tysiące widzów powstał w 1884 r.
Sport w Barcelonie obejmuje zarówno różne dyscypliny sportowe odbywające się w mieście, obiekty sportowe, jak również tereny rekreacyjno-sportowe. Obiekty sportowe [ edytuj | edytuj kod ] Stadion Olimpijski wybudowany dla nieodbytych w Barcelonie Igrzysk Olimpijskich w 1936 roku, główna arena Igrzysk Olimpijskich w 1992 roku.
27-10-2010 / 07:29. Zarówno władze miasta, jak i Legii twierdzą, że do nich należą prawa do nazwy nowego stadionu przy Łazienkowskiej. Stawką w grze są dziesiątki milionów złotych. Jest to obiekt miejski wybudowany za publiczne pieniądze i to władze stolicy będą decydowały o tym, jak w przyszłości będzie się nazywał
Atj04. Piłka nożna to emocje, ale przede wszystkim kibice. To oni tworzą całą otoczkę wokół tego sportu. Bez osób, które interesują się i przeżywają piłkarskie wydarzenia, futbol byłby znacznie mniej ciekawy. Dlatego tak ważne jest, aby przyciągnąć wielu ludzi na stadion, którzy czują więź ze swoją drużyną. Wspólnota piłki nożnej potrafi stworzyć niesamowitą atmosferę i wiedzą to w każdym z miejsc, które za chwilę zobaczycie. Przed wami stadiony z najbardziej gorącą atmosferą na świecie. La Bombonera Stadion piłkarski w Argentynie w mieście Buenos Aires. Zlokalizowany jest w portowej dzielnicy La Boca, więc oczywiście swoje mecze gra tutaj zespół Boca Juniors. Swoją nazwę zawdzięcza prostokątnemu kształtowi, a w wolnym tłumaczeniu oznacza po prostu bombonierkę. Powstał w 1940 roku i dziś jest znany jako jeden z najgorętszych stadionów świata. Derbowe mecze z River Plate znane są na całym świecie głównie ze względu na atmosferę trybun, a nie wyczynów piłkarzy. To tu swoją reprezentacyjną karierę rozpoczynał Diego Maradona i wielokrotnie odbywał się finał Copa Libertadores. Bombonera może pomieścić 49 000 kibiców. Anfield Road Jest to jeden z największych stadionów Premier League i mieści się w Liverpoolu. Otwarto go w 1884 roku, jednak na początku był używany przez drużynę Evertonu. Dopiero kilka lat później przeniósł się na Goodison Park, a Anfield przejęła ekipa Liverpool FC. Na tym stadionie zasiądzie jednocześnie 54 074 kibiców. Najzagorzalsi kibice zajmują specjalną trybunę znaną jako The Kop i dziś Anfield słynie ze swoich fanów śpiewających hymn klubu przed meczami. Atmosferę da się wyczuć już przed telewizorem, więc na stadionie bez ciarek się nie obejdzie. Trybuny otaczają boisko w starym angielskim stylu, dzięki czemu kibice są tuż od wydarzeń na murawie. Signal Iduna Park Znany także jako Westfalenstadion. To niemiecki obiekt należący do Borussii Dortmund, który jest szóstym co do wielkości stadionem w Europie. Budowano go na początku lat ‘70. i oficjalnie otwarto w 1974 roku. Został stworzony na potrzeby organizacji mistrzostw świata, które miały wtedy miejsce w Niemczech. Zasłynął dzięki fanom Borussii, którzy po pierwsze zawsze tłumnie przybywają na mecze, po drugie żywiołowo dopingują swój zespół, a po trzecie tworzą niezwykłe oprawy meczowe. Dziś dzięki renowacjom i rozbudowom należy do najnowocześniejszych stadionów w Europie. Oficjalnie może pomieścić ponad 80 000 widzów podczas meczu. Robi wrażenie. Rajko Mitić Stadion położony w serbskim Belgradzie należący do Crvenej Zvezdy. Jak wszystkie stadiony Serbii słynie z gorącej atmosfery na trybunach. Nieoficjalnie nazywany jest Marakaną, co ma nawiązywać do słynnego brazylijskiego obiektu, który znajdziecie poniżej. Ukończono jego budowę w 1963 roku i dziś może ugościć jednocześnie ponad 55 tysięcy kibiców. Rekord frekwencji przebija jednak niemal dwukrotnie tę liczbę! W 1975 roku mecz Crvenej Zvezdy z węgierskim Ferencvarosem oglądało na żywo 110 000 osób. Największy i z pewnością najgorętszy obiekt piłkarski na Bałkanach. Celtic Park Stadion piłkarski, który mieści się w Szkocji w mieście Glasgow. Należy jak sama nazwa wskazuje do Celtiku, a jego pojemność przekracza 60 tysięcy kibiców. Powstał już w 1892 roku, ale od tamtego momentu przechodził wiele remontów. Szkoccy kibice znani są z zamiłowania do futbolu i swój obiekt nazywają częściej Parkhead, albo Paradise. Największą widownię gromadzą Old Firm Derby, czyli mecze przeciwko Glasgow Rangers. Celtic Park był pierwszym obiektem z dwupoziomowymi trybunami. Jako że jest to największy obiekt sportowy w Szkocji, najczęściej gości mecze reprezentacji (nie licząc stadionu narodowego). Estadio Monumental Drugi w tym zestawieniu obiekt, który znajduje się w argentyńskim Buenos Aires. Tym razem należący do zespołu River Plate. Mecze tej drużyny potrafią przyciągnąć na trybuny dziesiątki tysięcy zagorzałych fanów futbolu, bo Monumental pomieści ponad 60 000 kibiców. Obiekt powstał w 1938 roku i służył Argentynie na wielu ważnych imprezach. Przede wszystkim na mistrzostwach świata 1978 roku, gdy rozegrano tu mecz otwarcia, a także finał mundialu. W 1986 roku obiektowi nadano imię zmarłego prezesa, który odpowiada za budowę tego stadionu. Oprócz kadry narodowej Argentyny odbywały się tu także mecze Copa America oraz wiele popularnych koncertów. Vodafone Park Reprezentant Turcji w tym zestawieniu. Mieszczący się w Stambule stadion należy do Besiktasu i może pomieścić 41 188 kibiców. Jest to obiekt nowoczesny, gdyż powstał dopiero w 2016 roku. Co mecz zapełniany do ostatniego miejsca, lecz władze odrzuciły pomysł o powiększeniu stadionu ze względu na infrastrukturę wokół niego. Najlepszym jednak co spotkało ten obiekt, jest brak bieżni lekkoatletycznej. Trybuny są tak blisko boiska, jak to tylko możliwe. Giorgos Karaiskakis Stadium Stadion zlokalizowany w Grecji w Pireusie. Należy do Olympiakosu i pomieści ponad 33 tysiące kibiców. Swoją nazwę zawdzięcza greckiemu bohaterowi niepodległościowemu, a oprócz zespołu z Pireusu grywa tu także reprezentacja Grecji. Pierwotnie miał służyć tylko igrzyskom olimpijskim. Dziś gromadzi się tu grupa największych fanatyków klubu w kraju. W połączeniu z temperaturą, na tym obiekcie często bywa bardzo gorąco. San Mamés Stadion mieszczący się w Bilbao i należący do miejscowego Athletic. Znany jest jako najgorętszy obiekt La Ligi, a w 2013 zastąpił starą wersję stadionu, który funkcjonował od 1913 roku. Poprzednio mógł pomieścić 40 tysięcy widzów, dziś pojemność wynosi ponad 53 tysiące kibiców. Stanowi kapitalną arenę zmagań w tak widowiskowej lidze jak hiszpańska. Z pewnością fani z kraju Basków dodatkowo podnoszą boisko o kilka metrów, a przynajmniej takie wrażenie odnoszą grający tam piłkarze. Maracanã Kiedyś znany jako największy stadion piłkarski świata. Brazylijska Maracana potrafiła pomieścić niemal 200 tysięcy osób, jednak dziś po wielu modernizacjach pojemność spadła do 78 838 miejsc. Swoją nazwę zawdzięcza ośrodkowi, na którego terenie się znajduje. Mieści się tam również tor kolarski i strzelnica. Maracana powstała na potrzeby mundialu w 1950 roku i stała się również stadionem narodowym Brazylii. Służy również do rozgrywania spotkań pomiędzy największymi klubami w Rio de Janeiro, które gromadzą ogromną publikę na trybunach. Pomimo pomniejszonej pojemności, wciąż robi kolosalne wrażenie. De Kuip Ten obiekt położony w Rotterdamie znalazł się już w jednym z naszych zestawień. Jest zdecydowanie jednym z najpiękniejszych stadionów Holandii. Pojawił się w tym kraju już w 1937 roku i do dziś wielu uważa go za najbardziej wartościowy obiekt w kraju. Nic dziwnego, że poza graczami Feyenoordu często gości tu reprezentacja Oranje. Stadion jest również regularnym gospodarzem europejskich pucharów, co mówi samo za siebie. Atmosfery na De Kuip zazdroszczą im w całej Eredivisie. Te stadiony powinny zostać nie tylko przez tych, którzy uprawiają groundhopping. Każdy kibic, chcący przeżyć wspaniałe widowisko w najlepszej atmosferze powinien odwiedzić przynajmniej jeden obiekt z powyższego zestawienia. A gdy już to zrobi, z pewnością będzie chciał więcej!
Liverpool robił wszystko, żeby odwrócić bieg wydarzeń, ale nieskutecznie. Obrona Madrytu nie traciła głowy, do tego belgijski bramkarz Thibaut Courtois skutecznie walczył o tytuł najlepszego piłkarza meczu. Kilka godzin wcześniej, po kolejnym zwycięskim pojedynku w Paryżu, Iga Świątek napisała na telewizyjnej kamerze: „Real or Liverpool???”. W tych dniach tenis jest najważniejszy w stolicy Francji, ale nie w sobotę wieczorem. Na Stade de France rozstrzygnęło się, kto w tym sezonie podbił klubowy futbol w Europie. Trzeba przypomnieć, że gdyby nie agresja Rosji w Ukrainie, finał zostałby rozegrany w Petersburgu. A zaczęło się od wielkiego chaosu i – co tu dużo mówić – organizacyjnego skandalu. Na kilka minut przed godz. 21 usłyszeliśmy komunikat o przesunięciu zawodów o 15 minut, później o kolejny kwadrans. Ostatecznie pierwszy gwizdek usłyszeliśmy jeszcze kilka minut później. Według docierających informacji opóźnienie było spowodowane tym, że nie wszyscy kibice z biletami, przede wszystkim The Reds, dostali się na stadion. Sceny wyglądały szokująco. Ludzie przeskakiwali przez wysoki płot i właściwie niezatrzymywani biegli w kierunku trybun. Do głowy przychodziły najgorsze scenariusze. Sobotni mecz odbywał się w niemal 37. rocznicę tragedii na brukselskim stadionie Heysel, gdy w finale europejskich rozgrywek grały Juventus i Liverpool. Wtedy zginęło na trybunach 39 osób. Na szczęście tym razem do tragedii nie doszło i można się było skupić na piłkarskim spektaklu. Real kontra Liverpool. Ancelotti kontra Klopp Ostatnie, co można powiedzieć o tegorocznych finalistach Ligi Mistrzów, to że dotarli na szczyt przypadkowo. I Real, i Liverpool mają oszałamiające statystyki. Mało kto odważył się jednak na wskazanie zdecydowanego faworyta, choć trochę częściej można było usłyszeć nazwę angielskiego klubu, mimo że cztery lata temu w podobnym finale lepsi byli piłkarze z Madrytu. Teoretycznie więcej atutów można było znaleźć w Liverpoolu, bo przecież drużyna z Madrytu musiała po drodze uporać się z Paris Saint Germain, Chelsea (obrońcą pucharu) i Manchesterem City. W żadnym z tych starć nie byli pewniakami. Wręcz przeciwnie, stawiano raczej na rywali, a jednak w niezwykłych okolicznościach kilka razy potrafili odwracać losy dwumeczów. Wielki trener Manchesteru City Pep Guardiola długo będzie pamiętał półfinałową porażkę. Być może najciekawsze były porównania menedżerów. Z jednej strony 63-letni Carlo Ancelotti, z drugiej 54-letni Juergen Klopp. Dzieląca ich różnica wieku jest spora, ale to nie przepaść. A jednak wydaje się, że Włoch nie przykłada tak wielkiej wagi do korzystania z naukowych osiągnięć jak Niemiec. Na zewnątrz jest dobrym wujkiem wierzącym w dobre wybory swych podopiecznych, którzy sami wiedzą, jak zarządzać meczem. Ta filozofia sprawdza mu się nadzwyczajnie, gdy się popatrzy na dokonania. Klopp z kolei rządzi bardziej zdecydowanie. Ostatecznie to Ancelotti dopisuje do zawodowego życiorysu czwarty tytuł w trenerskiej karierze. Nikt przed nim tego nie dokonał. Kapitalny Courtois, świetny Benzema Od pierwszych minut The Reds rzucili się na Królewskich, jakby chcieli tak szybko jak to możliwe udowodnić, że tylko oni przyjechali po zwycięstwo. Momentami przewaga była przygniatająca, ale gole nie padały. Choć w 21. minucie Sadio Mane o mało nie zaskoczył Thibaut Courtois, to skończyło się na obiciu słupka. Angielska drużyna falowo sunęła w kierunku bramki Realu, który odgryzał się kontratakami niezbyt groźnymi. Ale to w bramce Liverpoolu znalazła się piłka pod koniec pierwszej połowy. Karim Benzema fantastycznie przyjął długie podanie, potem było trochę zamieszania, a po długiej debacie z udziałem sędziów VAR zapadła decyzja, że Francuz był na spalonym. Tym samym do przerwy było 0:0. Po wyjściu z szatni niewiele się zmieniło. Aż wreszcie nadeszła decydująca chwila tuż przed upływem godziny meczu. Vinicius Junior bezbłędnie wykorzystał podanie Valverde i było 1:0 dla Realu. Liverpool robił wszystko, żeby odwrócić bieg wydarzeń, ale nieskutecznie. Obrona Madrytu nie traciła głowy, do tego belgijski bramkarz Thibaut Courtois skutecznie walczył o tytuł najlepszego piłkarza meczu. Na długo zapamiętamy jego wyczyny. Tak samo jak błyskotliwe momenty strzelca Viniciusa i Karima Benzemy, który potwierdził, że nie przypadkiem mówi się o nim jako najlepszym napastniku świata w tym sezonie. Real Madryt dopisuje w swojej historii ósmy tytuł zwycięzcy samej Ligi Mistrzów (wcześniej było jeszcze sześć trofeów za triumf w Pucharze Europy). Zasłużenie? Odpowiedź nie ma znaczenia. Carlo Ancelotti i jego podopieczni nie będą mieli wyrzutów sumienia, że to oni wyjeżdżają z pucharem. Tak samo radość ich kibiców nie będzie mniejsza z tego powodu.
Skandaliczne obrazki i dantejskie sceny, które rozgrywały się przed finałem Ligi Mistrzów w Paryżu obiegły cały świat Na łamach POLITICO wstrząsającą relację z tego, co działo się przed meczem Liverpoolu z Realem Madryt przedstawiła jedna z fanek The Reds Deempala Sok Appadu od 2010 r. regularnie podróżuje po Europie za Liverpoolem. Był to dla niej już czwarty finał europejskich pucharów. To, co działo się w Paryżu pozostawiło ogromny ślad na jej psychice. — Traktowano nas jak zwierzęta — relacjonuje fanka Liverpoolu Więcej najważniejszych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu Relację fanki Liverpoolu z Paryża możesz przeczytać w POLITICO Po pierwsze, gratulacje dla Realu Madryt — nie żebym pamiętała jakikolwiek fragment meczu. To był czwarty europejski finał, w którym uczestniczyłam (wcześniej w Bazylei w 2015 r., w Kijowie w 2018 r. i w Madrycie w 2019 r.), a nawet nie pamiętam, na ilu europejskich meczach wyjazdowych byłam. Jestem regularnym bywalcem meczów od ostatniego sezonu menedżera Liverpoolu Rafy Beniteza w 2010 r., a mówiąc regularny, mam na myśli to, że moje życie zazwyczaj kręci się wokół chodzenia na mecze. Jednak tym razem to, co zaczęło się jako wspaniała wycieczka z moją liverpoolską rodziną, zamieniło się w jedno z moich najgorszych doświadczeń, ponieważ zostałam zmiażdżona i zagazowana. Nie lubię tłumów, to fakt. Ale w tłumach piłkarskich zawsze czułam się dobrze — aż do soboty. Na stację w pobliżu stadionu dotarliśmy o 18:30, a na stadion weszłam o 20:45. Między przejściem podziemnym a chodnikiem wszystko się działo — przepychanki i zgniatanie. Starsze kobiety wspinały się po murze, aby dostać się do przejścia, a policjanci spychali je z niego. Bili ludzi pałkami. Odmówiłam wejścia na mur, nalegając na moje dwie przyjaciółki, że zamiast tego przejdę się dookoła — wtedy właśnie zorientowałyśmy się, że początek korytarza znajduje się w odległości zaledwie 1 metra. Wyobraź sobie, jak zdesperowani byli ludzie, którzy nie zdawali sobie z tego sprawy? Sprawdź: Wielka porażka UEFA. Takiego skandalu w finale Ligi Mistrzów jeszcze nie było! [KOMENTARZ] Gdy już udało mi się wejść na stadion, wiedziałam, że muszę ustawić się w kolejce do bramki A, trzymać się blisko innych i odwracać od siebie uwagę, nie wychylać się. Po wejściu do środka odmówiłam zajęcia miejsca — które znajdowało się w środku rzędu i oznaczało, że będę otoczona przez ludzi — zamiast tego stanęłam w przejściu. Byłam roztrzęsiona. Nie pamiętam meczu... Od wąskiego korytarza przy przejściu podziemnym do bramek słyszałam tylko francuską młodzież, która kombinowała, jak dostać się na stadion. To oni zaczęli przepychanki i od tego momentu wszystko się nasiliło. Nikogo nie obwiniam, po prostu stwierdzam fakty. Nie chcę też współczucia, chcę tylko, aby ludzie poznali prawdę. Wśród kibiców Liverpoolu byli ludzie ze wszystkich grup wiekowych, obu płci i różnych środowisk — w tym wiele dzieci poniżej szóstego roku życia i starszych kobiet po siedemdziesiątce. Widziałam, jak ludzie, którzy chodzą na mecze od 60 lat, byli zawracani z bramek, ponieważ powiedziano im, że ich bilety są nieważne, a następnie atakowani, gdy odchodzili. Wszyscy musieliśmy dbać o siebie nawzajem — nikt inny nie miał takiej możliwości. Zobacz: Jest komunikat UEFA po skandalu przed finałem Ligi Mistrzów. Wskazano winnych Traktowano nas jak zwierzęta, a potem, pod koniec meczu, francuskie służby porządkowe otoczyły tylko miejsce, w którym znajdowali się kibice Liverpoolu, tak jakbyśmy stwarzali problemy. I robili to nadal, nawet gdy udawaliśmy się w drogę powrotną. To nieludzkie, jak potraktowano nas wszystkich w Paryżu, kiedy za wszystko przepłaciliśmy co najmniej trzykrotnie i daliśmy dobry impuls francuskiej gospodarce. Jestem dwujęzyczna i przez lata mieszkałam między Londynem a Paryżem, aż do początku pandemii — rzeczy, które słyszałam, jak mówiono w języku francuskim, były śmieszne. A co najgorsze w tym wszystkim? Wszystkie te bzdury, które czytam w mediach społecznościowych od kibiców rywali, wyciągających pochopne wnioski i pozwalających, aby ich rozgoryczenie przeszkodziło im w zachowaniu człowieczeństwa. Nie życzę nikomu niczego złego, ale w życiu istnieje coś, co nazywa się karma. Nie było cię tam, nie wiesz, co się stało, więc przestań wyciągać wnioski na podstawie uprzedzeń. Całe to doświadczenie wywołało u mnie coś w rodzaju stresu pourazowego i czuję, że cały czas jestem nerwowa. Czy poszłabym jeszcze raz na mecz piłkarski? Zdecydowanie, na 100 proc. To coś, co mnie uszczęśliwia — absolutnie i całkowicie. To jedna z moich pasji. Ale na razie muszę spędzić trochę czasu z mężem, rodziną i przyjaciółmi — i zapomnieć o tej chwili. *** Już w liceum wiedział, że zostanie trenerem. Zaczynał od pracy z dziećmi, dziś Dawid Szulczek jest najmłodszym szkoleniowcem w Ekstraklasie i inspiracją dla tych, którzy swoją przyszłość wiążą z tym zawodem. 32-latek przejął Wartę Poznań, gdy niewielu wierzyło, że drużyna utrzyma się w lidze. A jednak – z Szulczkiem na ławce to się udało. W "Prześwietleniu" szkoleniowiec opowiada, jak udało mu się przekonać do siebie piłkarzy i na co zwraca uwagę w pracy trenera.